Quo vadis Jack White?

, , 2 komentarze

Jack. Jestem na Ciebie oficjalnie wkurwiony.

 

Za dosłownie kilka dni ukaże się nowy solowy album Jacka White’a. Chociaż słowo ‚nowy’ w tym przypadku to drobne nadużycie. Album zawierać ma akustyczne, wcześniej niepublikowane wersje utworów przy których maczał paluszki ekscentryczny gitarzysta z Detroit. Materiał na płycie ma ukazywać przekrój kariery White’a od czasów The White Stripes przez The Raconteurs na solowej karierze Jacka kończąc.

Niby wszystko fajnie, niby spoko. Zachwyty, ochy i achy. Ale najpierw wypadałoby posłuchać próbki tego co chce nam sprzedać White.

Ładne? To teraz oryginał:

Trzeba być głuchym by nie usłyszeć tego, że w obu nagraniach użyte zostały te same ścieżki. No dobra. Na nowej płycie będzie parę nowych ścieżek instrumentów osadzonych w stylistyce hillbilly. Nie mówię, że źle. Fajnie. Tylko gdyby to jeszcze dobrze brzmiało.

Jestem na Ciebie wkurwiony Jacku White. Ja rozumiem, nowa płyta, nowe wersje, ale aż tak iść na łatwiznę? Stare kawałki sprzedawane jako ‚nowe’, wcześniej nie publikowane materiały z przed x lat? Nie mam słów. Odcinanie kuponów w najgorszym wydaniu.

 

2 komentarze

  1. Dawid

    15/01/2017 11:34

    Chyba lekka przesada. Nie widzę żadnego problemu z Carolina Drama. Utwór jest podpisany jako „acoustic mix”, więc dość logiczne że od zwykłego mixu z oryginalnej płyty różni się tym że pozostawiono tylko ścieżki akustyczne. Gdyby utwór był podpisany jako „acoustic version” wtedy zrozumiałbym irytację.

    Spojrzałem na tracklistę, są tam utwory z pierwszych dwóch solowych płyt, i w sumie do tego można by się przyczepić, ale też nie do końca, bo te utwory są faktycznie… akustyczne 😉

    Odpowiedz
    • Paweł Polejowski

      15/01/2017 11:43

      Niemniej jednak, myślę, że White ze swoim solowym projektem leci sobie poważnie w kulki, a ta płyta jest tego najlepszym przykładem. Odgrzewanie starego, niezbyt udanego, kotleta i sprzedawanie jako nowy to według mnie zwykłe odcinanie kuponów od dawnych sukcesów. Dowód, że skończyły mu się pomysły na muzykę i samego siebie. Po raz kolejny sprawdza się teoria, którą kiedyś stworzył Neil Young…każdy, nawet największy muzyk, w pewnym momencie zaczyna ‚rdzewieć’, powielać swoje własne pomysły z przeszłości i gryźć swój własny ogon. Jack jest właśnie w tym momencie swojej kariery. Dlatego mnie wkurwił – liczyłem na więcej świetnych projektów jego autorstwa.

      Odpowiedz

Leave a Reply