Co łączy blues i rap?

, , 2 komentarze

Odpowiedź jest prostsza niż myślisz…


<—–Jeżeli nie przesłuchałeś piosenki, zrób to, zanim zaczniesz czytać dalej—–>

<—–Jeżeli nie przesłuchałeś piosenki, zrób to, zanim zaczniesz czytać dalej—–>

Przyznam, że nie skojarzyłem od razu wykonawcy z jego hitem z 2014, Till it’s gone. Tamten utwór też wyróżniał się na tle sztampowych rapowych numerów, teraz jednak Yelawolf poszedł o krok dalej i to w tą bardzo dobrą stronę.

Jakoś tak do pięćdziesiątej sekundy myślałem, że oto słucham nowego, albo względnie nowego folk-rockowego wykonawcy, który akurat wypłynął do mnie z gąszczu YouTubowych filmików. W pięćdziesiątej pierwszej sekundzie opadła mi szczęka. Wszedłem w jakiś dziwny stan zdziwienia, szoku, przyjemności obcowania po raz pierwszy z czymś niezwykłym. Nie spodziewałem się, że ładna folkowa, lekko bluesowa balladka zamieni się w potężny rapowy utwór.

Zastanawiam się czy ktoś, gdzieś tam na świecie, właśnie teraz tak jak ja, pisze tekst o tym jakie to jest złe. Jak można łączyć szlachetny blues z podłym rapem? Ten ktoś pieni się i wykrzykuje w niebiosy, wzorem metalogłowych ortodoksów, pytanie ‚dlaczego?’. Odpowiedź jest prosta. Dlaczego nie?

W zasadzie blues nie różni się aż tak bardzo od rapu. Oba te nurty mają wspólny korzeń — ludzką niedole i chęć wyrażenia swojego gniewu, smutku, frustracji. Zarówno w bluesie jak i rapie odnaleźć można bezsilność jednostki, próbującej sprostać wyzwaniom codzienności.

Oba nurty są do siebie tak podobne, przynajmniej jeżeli chodzi o emocje, o historię dla których są nośnikiem, że bez problemu mogą zlać się w jedno. Zresztą dobrze słychać to na przykładzie najnowszego singla Yelawolfa.

Oba powyższe utwory pozornie dzieli wszystko. Czas, miejsce, gatunek. Wspólna jest jednak historia, którą opowiadają i nieskomplikowana forma, którą autorzy obrali jako jej nośnik. Zarówno rap jak i blues, charakteryzuje się prostotą przekazu, oba te gatunki zostały stworzone jako idealny przekaźnik emocji. Mają wyrażać artystę w najprostszy z możliwych sposobów, tak by jego myśli docierały do słuchacza w możliwie najprostszy, najmniej, niepotrzebnie, zakłócony sposób. Tak właśnie zarówno blues jak i rap stają się czymś na kształt uniwersalnego języka, który każdy jest w stanie zrozumieć. Bo czy ten jeden z wielu bezimiennych niewolników na plantacji, wyklaskujący rytm i wyśpiewujący do niego wersy opowiadające o jego niedoli był pierwszym bluesmanem czy może pierwszym raperem? Czy to co odczuwał on, aż tak bardzo różniło się od tego co my odczuwamy na co dzień, zderzając się z szarą rzeczywistością?

 

2 komentarze

  1. Mateo - Triponline

    15/11/2016 10:50

    No i to jest piękno muzyki i sztuki jako takiej! Te same tematy, te same problemy, podobne historie, a jednak tak różne środki wyrazu! Uniwersalność to chyba najpiękniejsza cecha sztuki.

    Odpowiedz

Leave a Reply