Taco Hemingway — Marmur

, , 6 komentarzy

Na swoim pierwszym albumie długogrającym, Taco, zabiera nas w podróż do Trójmiasta — zmienia scenografie, ale wciąż bezbłędnie włada słowem.

Już od pierwszych sekund trwania albumu,  bity autorstwa Rumaka, producenta współpracującego z Taco, wprowadzają klimat tajemniczości, przedziwnej niepewności, tworząc spójne tło dla właśnie rozpoczynającej się lirycznej uczty autorstwa Taco. Zostajemy przez niego pomału wprowadzeni między cztery ściany Hotelu Marmur i tak krok po kroku wchodzimy coraz głębiej w wyjątkowy, lekko mroczny klimat, zagłębiając się przy tym w umysł bohatera albumu.

marmur
Taco Hemingway — Marmur

Postaci, która sprawia wrażenie być ofiarą lekkiej paranoi, osobą zagubioną, próbującą opisać słowami otaczający ją świat i zrozumieć siebie poprzez osobistą podróż wgłąb samego siebie, dla której nadmorski hotel jest jedynie tłem — przywodzącym na myśl historię naszkicowaną przez The Eagles w ich przeboju Hotel California.

Narracja albumu poprowadzona jest w ciekawy, niebanalny i charakterystyczny dla Taco sposób. Raper, stopniowo wprowadza nas w niuanse koncepcji, która stoi za płytą, nie wzbudzając przy tym poczucia zagubienia. Jak zwykle, w swoim stylu, zgrabnie wplata w opowieść popkulturowe smaczki, nadające tekstom wielowymiarowości.

Muzycznie album trzyma w napięciu od początku do końca. Ciężki nastrój, niczym przy depresji dwubiegunowej, przełamywany jest co jakiś czas, na kilka chwil, bardziej swobodnie brzmiącymi utworami takimi jak Świat Jest Wfem czy Grubo-chude Psy.

6ae2be31-f111-4152-b4df-9f44c61d49cc
Taco Hemingway i Rumak

Mimo świetnej warstwy muzycznej i tekstowej, Marmur jest mniej przystępnym i przebojowym albumem niż Trójkąt Warszawski czy Umowa o Dzieło, które zagwarantowały Taco, zasłużoną, pozycje na rodzimej scenie muzycznej.

 Może to przez długość albumu, ale odnoszę wrażenie, że całość w pewnym momencie zaczyna się lekko rozmywać. Utwory gdzieś od połowy albumu tracą to coś, co obiecywało niesamowite doznania, płyta zaczyna się najzwyczajniej dłużyć.

Brakuje tutaj także utworów na miarę przebojów takich jak 6 zer, Następna Stacja, czy Białkoholicy. W zasadzie w tej funkcji broni się jedynie, wspomniany już Świat Jest Wfem.

Jest ciekawie, klimatycznie i jak zawsze w wykonaniu Taco, genialnie — ale trochę brakuje tutaj tej skondensowanej energii z pierwszych EPek warszawskiego rapera. Niemniej jednak, płyta ta warta jest uwagi.

 

6 komentarzy

  1. Z naciskeim na szczęście

    10/11/2016 11:22

    Hmmm. Bardzo łatwo mi się czytało. Nigdy nie słyszałam o tym a szkoda.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Ania

    19/11/2016 13:42

    Ach, rap to chyba jedyny gatunek muzyki, do którego nigdy nie mogłam się przekonać… 😀 W każdym razie plus za bardzo dobrą recenzję!

    Odpowiedz
  3. Julia

    19/11/2016 15:08

    O Taco Hemigway dowiedzialam się od mojego męza rok temu, za co jestem wdzięczna. Niesamowity talent Taco a jego obserwacja życia oczami 20 latka to magia ❤️

    Odpowiedz
  4. Aga

    19/11/2016 16:14

    Taco znam z jego ostatniej płyty i zdecydowanie jest to artysta, którego lubię coraz bardziej z każdym przesłuchaniem. Mimo, że być może ta płyta nie dorównuje poprzedniej i tak jąz przyjemnością sprawdzę!

    Odpowiedz
  5. Aga E Book Book

    19/12/2016 12:49

    Słuchałam jednaj piosenki z tego albumu, chyba o tym samym tytułe czyli „Marmur” i przyznaję, że wbiła mnie w fotel. Geniusz! Kawał ambitnego, doskonałego hip hopu

    Odpowiedz

Leave a Reply