Underworld: Blood Wars

, , 4 komentarze

Wampiry? Wilkołaki? Panie…nie wiem, nie znam się, nie interesuje się, a w ogóle to zarobiony jestem.

Nie pamiętam już które z poprzednich części Underworld widziałem i czy w ogóle któraś z nich widziałem w całości. Koncept stojący za filmami tej serii jest mi jednak dobrze znany — odwieczny konflikt Wampirów i Wilkołaków. Walka dobra ze złem, albo jak w tym przypadku, złego ze złym. Koncepcja ciekawa, stara jak świat i raczej każdy gdzieś się na nią natknął, tak więc główne pytanie, które chciałbym postawić i na które spróbuje odpowiedzieć w tej recenzji brzmi „jak z realizacją?”.

Pierwsza moja styczność z filmem Underworld: Blood Wars nastąpiła podczas oglądania trailera. Spodobało mi się to co zobaczyłem. Dynamiczne sceny walki niczym żywcem wyrwane z Matrixa, mroczna estetyka filmu — wszystko to niewątpliwie zachęcające.

Czy po seansie kinowym poczułem się zawiedziony? I tak i nie. Sceny akcji są na prawdę ok, efekty specjalne jakoś specjalnie nie bolą jeżeli przyjmie się, że ich lekka kiczowatość była w pełni zamierzona. Film jednak nie wprowadza do kina akcji niczego odkrywczego, wszystko co zobaczymy podczas seansu już gdzieś było. Taki mroczny, mocno przypalony, odgrzewany kotlet.


Jeżeli chodzi o linie fabularną, nie mam zastrzeżeń. Chociaż nie wiem czy mógłbym mieć jakiekolwiek, bo to  w końcu pierwsza część serii, której seans pamiętam —  Na samym początku zostajemy jednak wprowadzeni w główne wątki fabularne poprzednich części. Film ten, przynajmniej moim zdaniem, nie aspiruje też do miana głębokiej opowieści o przemijaniu. Ot zwyczajny film, nastawiony na zapewnienie widzowi dobrej zabawy, w którym fabuła schodzi na drugi tor i zbytnio nie ewoluuje pomiędzy kolejnymi odsłonami serii. Niemniej jednak, jest dość ciekawie, a sama historia została poprawnie nakreślona.

Muszę jednak wytknąć sposób w jaki cała opowieść się rozwija. Stanowczo za długo czeka się na climax, który rozwiązuje się po dosłownie paru sekundach. Chciałoby się krzyczeć „jeszcze, jeszcze”, a niestety, trzeba wydusić z siebie gorzkie „i to już?”.

Na uwagę zasługuje świetna w swojej roli Lara Pulver — reszta jest jakby bez charakteru, tak na prawdę nie potrafię stwierdzić czy to wina aktorów czy płytkich postaci.

Podsumowując, film dla fanów serii lub dla osób, które przez półtorej godziny chcą zająć oczy przeciętnym kinem akcji.

 

4 komentarze

  1. Marzena Kud

    15/12/2016 13:27

    Och, mam tyle nieobejrzanych filmów, którymi chętnie zajęłabym oczy, że przeciętne kino akcji chyba odpada. Za to znam sporo osób, które oglądają takie filmy i świetnie się przy tym bawią, a chyba o to chodzi:)

    Odpowiedz
  2. Dagafox

    15/12/2016 15:01

    Nie słyszałam nigdy o tym filmie, jednak historia walko dobra ze złem na przykładzie wilkołaków i wampirów jest mi dobrze znana:) w sumie racja że o odgrzewane kotlety 🙂

    Odpowiedz

Leave a Reply