Ørganek — Czarna Madonna

, , 5 komentarzy

Pora pomału wybudzić się z posesyjnego letargu i zachłyśnięcia się luksusem czasu wolnego, który oferowany został mi przez otrzymanie promocji na ostatni semestr studiów I stopnia. Płyta, o której dziś mowa, swą premierę miała już jakiś czas temu, zrobiło się jednak o niej głośno ponownie, gdy dwa tygodnie kilka tygodni* temu ukazał się teledysk do tytułowego utworu — Czarna Madonna — a autor płyty został honorowym ambasadorem uniwersytetu, na którym przyszło nam studiować ten sam kierunek. Wręcz nie wypada mi nie wspomnieć o tej płycie. Zapraszam!

Solowy debiut Organka w swojej stylistyce zahaczał brzmieniowo o coś co lubię określać mianem blues-punka — jeżeli nie są wam obce takie zespoły jak The White Stripes czy The Black Keys, a szczególnie ich wczesne dokonania, to myślę, że rozumiecie o co mi chodzi — momentami wręcz ocierając się o pastisz (Autostrada 666 Organka do złudzenia przypomina Loved One Hanniego El Khatiba). Na Czarnej Madonnie Organek zrywa z tą stylistyką, jest bardziej rock niż blues, bardziej pop niż punk, jest energia, jest dobry sound, jednym słowem znajdziemy tutaj wszystko czego potrzeba w odpowiednich proporcjach.

Na płycie pojawiły się dwa anglojęzyczne utwory: Get It Right oraz Son Of A Gun. Wspominam o tym, ponieważ teksty śpiewane przez Organka, a raczej sposób w jaki Organek wyśpiewuje swoje teksty nie boli słuchacza. Nie ma tutaj nieprzyjemnego polskiego akcentu, kaleczenia języka, ale też udawania akcentu w sposób zakrawający o śmieszność — Organek, jako magister filologii angielskiej, wie co robi. Słychać to i trzeba to docenić.

Czarna Madonna to cały wachlarz przeróżnych nastrojów, od pop-rockowych, energicznych brzmień, którymi raczy nas Wiosna, czy HKDK, po bardziej melancholijne brzmienia Psychopompy czy Ultimo — dla każdego coś miłego. Organek przepięknie bawi się w swoich tekstach nawiązaniami do innych utworów kultury. W Ki Czort zgrabnie w wątki autobiograficzne wplata popularną za wielką wodą legendę o tym jakoby Robert Johnson — sławny bluesman i pierwszy członek Klubu 27 — miał sprzedać swoją duszę diabłu w zamian za talent muzyczny. Mamy też nawiązujące tytułem do klasyki kina Mississipi w ogniu, do którego swoją drogą nakręcono genialny teledysk, nigdy nie przypuszczałem, że polska wieś tak bardzo przypomina południowe stany Ameryki.

Podsumowując wątek intertekstualności i świetnych teledysków (chociaż osobiście w tym do tytułowej Czarnej Madonny nic wyjątkowego nie widzę), muszę pochylić się nad tytułowym utworem z tej płyty. Pierwsza rzecz, którą da się usłyszeć jest ciężar tego utworu, jego nieprzystępność, do której przyzwyczajamy się dopiero po którymś z kolei przesłuchaniu tego utworu. Może to nadinterpretacja, ale widzę tutaj nawiązanie do Modlitwy Nalepy jak i do Modlitwy III Dżemu — zarówno pod względem muzycznym jak i warstwy lirycznej, Organek tylko skierował swe błagalne prośby do innego bytu nadprzyrodzonego — Czarnej Madonny — czyż nie jest to prosty, a zarazem głęboko osadzony w naszej rodzimej kulturze zabieg, który najpiękniejsze bluesowe tradycje przybliża naszej słowiańskiej duszy? Moim zdaniem Czarna Madonna to utwór, którym Organek zaznacza swoje miejsce na polskiej scenie blues-rockowej, która zasługuje na więcej takich płyt.

 

 

*Jednak wybudzanie z posesyjnego letargu potrwało dłużej, niż to pierwotnie zakładałem.

 

5 komentarzy

Leave a Reply