Kim jestem?

NA POCZĄTKU

r-889901-1276020175-jpeg
Dżem Zemsta Nietoperzy (1987)

Pierwsza ważna dla mnie płyta, pierwszego ważnego dla mnie zespołu. Jeden z pierwszych albumów zakupionych przeze mnie na winylu. Ciarki na plecach przy pierwszym odsłuchaniu Koszmarnej Nocy to coś niesamowitego.  

NA RANO

free-live-51f7d37d40743
Free Live! (1971)

Nie ma to jak pochmurny poranek, kiedy nie trzeba wstawać do szkoły albo pracy, lekka mżawka za oknem, a w głośnikach dźwięki gitary Paula Kossoffa i wokal Paula Rodgersa. Nic tylko otulić się kołdrą i cieszyć się angielską pogodą i angielskim bluesem. 

NARKOTYK

soundssilence
Simon & Garfunkel Sound of Silence (1969)

Dźwięki ciszy przez dość długi okres czasu często umilały mi wieczory, poranki i każdą inną porę dnia i nocy. Magiczny album, piękne harmonie, piękne kompozycje i świetne teksty. Płyta przyciąga do siebie i nie chce puścić. Najlepszy muzyczny narkotyk jaki znam. 

NA PAMIĄTKĘ

maxresdefault
Pink Floyd The Wall (1979)

Czasy gimnazjum. Klucz do szkolnego radiowęzła, mieszczącego się za salą od muzyki, który spoczywał w kieszeni kolegi, a który otwierał drzwi do innego, lepszego świata, pełnego dźwięków. Mój Boże, jak my katowaliśmy The Wall. Znaliśmy tę płytę na pamięć od początku do końca i na wyrywki. Another Brick in The Wall, Part Two było pierwszym utworem, który zagrałem na scenie. Jedne z najlepszych wspomnień moich nastoletnich lat. 

NA WIECZÓR

live-in-london
Leonard Cohen Live in London (2009)

Wieczory, papierosy i Cohen. 

NA PRZEKÓR

ostr_tabasko_cover_500px
O.S.T.R Tabasko (2002)

Jedna z lepszych hip-hopowych produkcji wczesnych lat dwutysięcznych, a na pewno jedna z moich ulubionych i chyba jedyna tego typu płyta w mojej kolekcji. 

13094329_1212394698772280_3589328825773709267_n

Nazywam się Paweł. Moja przygoda z muzyką zaczęła się gdy miałem 10 lat. Kolega zagrał mi na gitarze parę utworów Nirvany, krótko po tym rodzice kupili mi moją własną gitarę akustyczną, mimo że zawsze chciałem grać na pianinie. Gitara wisiała kolejne dwa lata na ścianie mojego pokoju, zawieszona na kołku przy użyciu starej sznurówki. Klucze zardzewiały, struny nie nadawały się do niczego, ale w końcu złapałem za nią i nauczyłem się grać swój pierwszy riff - Welcome Home (Sanitarium). Potem było gimnazjum, słuchanie muzyki w radiowęźle, lekcje gry na gitarze w miejskim domu kultury, pierwsze zespoły, pierwsze koncerty. Teraz jestem na III roku filologii angielskiej i piszę swój licencjat o tekstach Neila Younga na płycie Harvest.  

NA ZAWSZE

816cyninkil-_sl1425_
Neil Young Rust Never Sleeps (1979)

Jeżeli miałbym wskazać najważniejszą dla mnie postać w świcie muzyki, bez wątpienia wskazałbym Younga. Rust Never Sleeps to jeden z jego najciekawszych albumów. Pamiętam gdy pierwszy raz usłyszałem tę płytę na winylu, jej pierwsze dźwięki, akustyczne, przyjemne. Gdy zamknąłem oczy, miałem nieodparte wrażenie, że Young stoi przede mną i gra w tej chwili tylko i wyłącznie dla mnie.